| Spis treści |
|---|
| Bhagawan Śri Ramana Maharishi - Tat Tvam Asi |
| cz.2 - Kim jestem? |
| cz.3 - Ty jesteś Tym |
| Wszystkie strony |

तत् त्वम् असि lub तत्त्वमसि
W odludnej, skalistej i spalonej słońcem tamilskiej krainie Południowych Indii znajduje się wzgórze o dwóch szczytach, Arunaczala - Wzgórze Światła. Od wielu wieków jest świętym miejscem Hindusów. Wierzą oni, że nasz świat doświadczył już trzech pełnych eonów zwanych juga, a teraz żyjemy w czwartym. Wzgórze, pozostając w tym samym miejscu, z upływem czasu zmieniało jednak swoją naturę. W pierwszej juga, najczystszej, nazywanej Wiekiem Prawdy - wzgórze było filarem światła. Ze stopniowym upadkiem wszechświat wszedł w Wiek Trójcy, który charakteryzowało tworzenie, dezintegracja i odnowa. Wzgórze stało się stosem rubinów. W Wieku Dualizmu, gdy zaistniało dobro i zło - było stosem złota, a teraz w Kali-Juga, obecnym Wieku Ciemności, jest górą z kamieni. Wzgórze przez cały czas uważane było za siedzibę Siwy, boga snu i śmierci, który uosabia ciemność ustępującą światłu i koniec poprzedzający nowy początek. Opowiadania o tym dziwnym, świętym wzgórzu pobudziły umysł siedemnastoletniego bramińskiego ucznia Venkataramana, którego potem nazywano Ramaną Maharishim (Maharishi znaczy Wielki Mędrzec). Dopiero jednak po niezwykłym przeżyciu stanu śmierci zdecydował się porzucić naukę zaplanowaną przez rodziców i ruszyć w podróż jako sadhu-asceta do Wzgórza Arunaczala. Przeżycie śmierci, będące dla niego punktem zwrotnym, wydarzyło się, gdy siedział pewnego dnia w domu swojego wuja. Rzadko chorował i tego dnia nic mu nie dolegało. Nagle poczuł instynktowny strach przed śmiercią. Te silne emocje nie miały wyraźnej motywacji, nie próbował ich sobie wyjaśnić. Nie ulegając panice, zaczął się zastanawiać, co powinien zrobić. Odrzucił myśl, że mógłby z kimś o tym porozmawiać; czuł, iż jest to jego problem i powiedział sobie: „Teraz nadchodzi śmierć. Co to znaczy? Czym jest to, co umiera? To umiera ciało." Następnie położył się, rozprostował kończyny i usztywnił je tak, jakby rozpoczęło się rigor mortis. Wstrzymał oddech, a usta zacisnął tak mocno, że przypominał trupa. Myślał o tym, co się teraz stanie? „Tak, to ciało jest teraz martwe. Zostanie zaniesione do miejsca kremacji i tam spalone, zredukowane do popiołu. Lecz czy wraz ze śmiercią ciała i ja staję się martwy? Czy to ciało to ja? To ciało jest ciche i nieruchome. Czuję jednak siłę mojej osobowości, a nawet głos 'ja' we mnie. Jestem więc Duchem przekraczającym ciało. Ciało umiera, ale śmierć nie może dotknąć Ducha, który je przerasta. Znaczy to, że jestem nieśmiertelnym Duchem".
Gdy później Ramana Maharishi zrelacjonował to doświadczenie, by przybliżyć je sympatykom, zabrzmiało ono tak, jakby było wykalkulowane. Zależało mu jednak na tym, aby wyjaśnić, że tak nie było. Uświadomienie tego dylematu przyszło jak olśnienie. Postrzegł prawdę wprost. „Ja" było czymś rzeczywistym, jedyną rzeczywistą rzeczą. Strach przed śmiercią zniknął raz na zawsze. Odtąd „ja" trwało jak podstawowa nuta śruti, która stanowi podłoże i miesza się ze wszystkimi innymi nutami. Od tamtej chwili trwało zaabsorbowanie świadomością „ja". Doświadczenie Ramany, które on uznał za śmierć, może wielu ludziom wydawać się mało znaczące. Co możemy wiedzieć o śmierci i cóż on o tym wie? Zamknąć oczy i wstrzymać oddech, a potem odkryć, że poczucie ,ja" trwa - nie jest żadnym dowodem, że nadal będzie trwać, gdy ktoś nie będzie mógł już zamknąć oczu czy wstrzymać oddechu. W tym punkcie, jako takie, doświadczenie to nie jest na tyle głębokie, by spowodować życie pełne mądrości i głębokiego zrozumienia, nie bardziej niż dość częste psychiczne doświadczenie wyjścia z ciała (zazwyczaj będące wyniesieniem punktu widzenia powyżej ciała), mające prowadzić do jakiejś wielkiej duchowej głębi. Ramana Maharishi przyznaje jednak temu doświadczeniu wysoką rangę i możliwe, że podziałało na niego, wyzwalając oświecone wejrzenie w „ja", osobę wewnętrzną, którą tak chętnie utożsamiamy z ciałem. Myśl hinduska zawsze uważała, że u podstawy niewiedzy leży fałszywe rozpoznanie, że niewłaściwie rozumiemy naszą prawdziwą naturę, gdy utożsamiamy ją z uczuciami i doznaniami ciała i nazywamy „moim" każde cielesne doznanie. Jeżeli uda nam się wyjść poza takie myślenie i wyjść poza uczucie: „Ja jestem tym ciałem, które tak i tak się nazywa", naszemu zrozumieniu towarzyszyć będą oznaki szczęścia i wyzwolenia. Początkowy akt niewiedzy dotyczący naszej natury ,ja" prowadzi do niewiedzy we wszystkim. Gdy myślimy o ciele jako o „ja", sądzimy, iż świat składa się z mnóstwa innych ciał zawierających oddzielne „ja". Przywiązujemy się do wyglądu zewnętrznego i to wprowadza nas w błąd. Nasze myślenie zdominowane jest wszechświatem kształtów i nazw. Hinduizm uczy, iż twórcza siła podtrzymująca świat nie jest ani nazwą, ani kształtem, lecz samą świadomością. By doświadczyć tej świadomości, nie można utożsamiać się z żadnym ze stanów świadomości, ze światem odniesionym do naszego ciała. Ćwiczenia jogi mają doprowadzić do porzucenia poczucia „ja jestem moim ciałem". Może Ramana Maharishi osiągnął swoje zrozumienie w chwili głębokiego wglądu, poprzez intensywność odczucia, iż jego ciało umarło i nie było już „nim". Odkrył, że świadomość trwała i wyrażała się w odczuciu „ja jestem". Od tej chwili zajął się sprawą badania siebie. Kim jestem? - stało się pracą jego życia, a odkrycia i nauki związane z tym pytaniem doprowadziły go do sławy jako guru. Po doświadczeniu „śmierci" Ramana opuścił dom i pojechał do Tiruvannamalai, miasta leżącego u stóp Arunaczali - wzgórza, które tak często zaprzątało jego myśli i którego nigdy nie opuścił. Początkowo nie uważano go za nauczyciela. Siedział samotnie zatopiony w świadomości Bycia, obojętny na to, czy jego ciało żyje, czy zmarło. Hindusi znają ten stan i takich ludzi obdarzają szacunkiem, gdyż zazwyczaj czczą i troszczą się o swoich świętych; przynosili mu więc codziennie miskę jedzenia. Stopniowo opuszczał stan niewysłowionego szczęścia i coraz częściej wracał do codzienności tych, którzy go otaczali. Jego zrozumienie - mimo młodego wieku - było tak czyste i głębokie, iż wkrótce uznano go za nauczyciela, a uczniowie utworzyli wokół niego aśramę.






































Loading Poll...























